Magdalena Stysiak

Magdalena Stysiak

skrzydłowa reprezentacji Polski

Grzegorz Mędrzejewski: Mistrzostwo Serie A rozstrzygnięte. Tytuł powędrował do Imoco Volley Conegliano, ale występ w finale pani klubu Vero Volley Monza, chyba też możemy uznać za sukces?

Magdalena Stysiak: Nie ukrywam, że to było jedno z największych marzeń, móc zagrać w finale Serie A. Oczywiście marzenie związane z grą w klubie. Na początku sezonu nikt nie oczekiwał od nas, że w tym finale zagramy. Co prawda mówiło się, że mamy dobry zespół, dobre zawodniczki, ale wskazywało się inne kluby. Dlatego bardzo się cieszymy, że w nim zagrałyśmy. Jedno marzenie się spełniło.

GM: Ze swojej postawy w tym sezonie też jest Pani zadowolona? Udało się zrealizować cele?

MS: Tak. Od strony sportowej jestem jak najbardziej zadowolona z tego sezonu. Podniosłam swoje umiejętności, bo w tym roku z różnych przyczyn grałam ponad miesiąc również na “przyjęciu”. Ubolewam tylko nad tym, że na najważniejsze mecze przyplątała mi się kontuzja, z którą muszę się zmagać.

GM: Co to za kontuzja?

MS:  Chodzi o lewe kolano, które ponad miesiąc temu zaczęło mnie boleć. Zrobiłam rezonans magnetyczny i okazało się, że są lekkie problemy. Niestety boli mnie praktycznie codziennie. Puchnie i czasem zbiera się w nim woda. W najważniejszych meczach sezonu musiałam zatem pomagać sobie lekami i zabiegami PRP i PRF, czyli ostrzykiwaniem kwasem bogatopłytkowym. Korzystałam też ze stabilizatorów firmy Zamst, dzięki którym miałam gwarancję, że ta kontuzja się nie pogłębi. Otrzymałam kilka ortez do wyboru i skorzystałam z takiej (stabilizator kolana), która można powiedzieć, stymuluje mi rzepkę. Czuję się w niej komfortowo i przede wszystkim bezpiecznie.

GM: Zabieg operacyjny będzie konieczny?

MS:  Mam nadzieję, że nie. Mam już opinie kilku lekarzy, będę jeszcze się konsultować z kolejnymi, ale jedno jest pewne, nie można tego zaniedbać. Na pewno będę kontynuować zabiegi regeneracyjne i wzmacniające to więzadło. Wierzę, że uda mi się poradzić sobie bez zabiegu operacyjnego, zwłaszcza że zbliża się sezon reprezentacyjny, który jest dla mnie bardzo ważny.

GM: Zdąży Pani na Ligę Narodów, która startuje pod koniec maja?

MS:  Na ten moment nie wiem. Będę rozmawiać z lekarzami i z trenerami i zobaczymy jakie będą możliwości.

GM: Kolana, to chyba Pani odwieczna bolączka?

MS:  Tak, właściwie od zawsze muszę na nie uważać. W wieku 14-15 lat bardzo szybko urosłam i to aż 26 centymetrów. Mam na to potwierdzenie w książeczce zdrowia. Od tego się zaczęło. Kolana nie były odpowiednio obudowane mięśniami i zaczęły się dolegliwości związane właśnie ze zbyt szybkim wzrostem. Za pomocą odpowiednich ćwiczeń udało się je zniwelować, ale teraz czasem pojawiają się dolegliwości związane z przeciążeniem. Zwłaszcza po tak ciężkich sezonach jak ten. Ja grałam praktycznie każdy mecz. Czy to na “przyjęciu”, czy w ataku więc naprawdę był to wykańczające i dało mi się we znaki.

GM: Czy w tym wieku młodzieżowym też mogła pani liczyć na wsparcie i odpowiedni sprzęt medyczny, czy trzeba było czekać do poważniejszych sukcesów?

MS: To akurat ciekawa historia, bo ze sprzętu firmy Zamst zaczęłam korzystać z własnego wyboru, bazując na opinii innych siatkarzy i siatkarek. Sama wybrałam sobie stabilizatory kostki (stabilizator A2-dx), których używałam. Potem pojawiła się propozycja współpracy. Trwa ona jednak już od kilku lat, więc odpowiadając na pytanie, to w moim przypadku wsparcie przyszło jeszcze przed sukcesami.

GM: Można zatem powiedzieć, że to była taka obustronna miłość?

MS:  (Śmiech)… Tak można tak powiedzieć.

GM: To ważne, bo kontuzje to codzienność nie tylko dojrzałych zawodników. Pani i pani rodzina znacie to od podszewki, bo kontuzja przedwcześnie zakończyła karierę pani brata, prawda?

MS:  Rzeczywiście mój brat doznał poważnej kontuzji pleców. Konieczna była operacja. Wszystko poszło dobrze, ale lekarze jasno postawili sprawę informując o ryzyku kalectwa w przypadku kontynuowania zawodowej kariery. Brat zatem pożegnał się z siatkówką. Wielka szkoda, że coś takiego mu się przydarzyło, bo miał potencjał gry na najwyższym poziomie. Dziś możemy gdybać, czy nie był zbyt eksploatowany w tak młodym wieku, czy te mecze sobota-niedziela nie były zbyt dużym wysiłkiem, a może po prostu jego budowa i te 208 centymetrów wzrostu były przyczyną tej kontuzji. Sprawa jest już jednak zamknięta, Bartosz zakończył karierę i musiał się z tym pogodzić. Takie bywa życie.

GM: To wróćmy do pani i spraw reprezentacyjnych. Powołania na Ligę Narodów selekcjonera Stefano Lavariniego wzbudziły emocje. Do kadry wraca Joanna Wołosz, która z różnych powodów była nieobecna. Jak pani przyjęła tę informację i czy przy okazji finałów Serie A rozmawiałyście o sprawach reprezentacyjnych?

MS: Podczas finałów nie było na to czasu. Skupiałyśmy się na bieżących sprawach i zadaniach. Ja się jednak bardzo cieszę, że Joasia wraca do kadry, bo to na pewno będzie dla nas bardzo duże wzmocnienie. Co do powodów dla których Joasia nie grała w reprezentacji, to ja się nie chcę wypowiadać. Ja wiem na pewno jedno, gdyby nie było ważnych powodów, to Joasia z reprezentacji by nie zrezygnowała.

GM: A jak pani odbiera brak Malwiny Smarzek w kadrze.

MS: Ten temat jest delikatny i myślę, że trzeba by pytać Malwiny. Z tego co wiemy wszyscy Malwina nie pojedzie na turniej z powodów zdrowotnych. Ja wiem prywatnie, że od kilku lat zmaga się z bólem kolana i doskwiera jej to co roku. Niestety nasz zawód jest taki, że gramy cały sezon w klubach i nie mamy czasu na przerwę i regenerację. Nie jesteśmy jednak robotami i jeśli Malwina zrobiła sobie przerwę, to ja to szanuję.

GM: To duże osłabienie dla naszej reprezentacji?

MS: To jaką wartość stanowi Malwina i jej gra wszyscy wiedzą i nikogo nie trzeba przekonywać. Trzeba się jednak zastanowić co jest dla nas w tym momencie ważne. Jeżeli ktoś uważa, że jest Liga Narodów i nic więcej, to się grubo myli. Malwina chce się zregenerować, bo chce być w stu procentach gotowa na jesienne mistrzostwa świata. Jeśli podjęła z trenerem decyzję, że nie będzie grała w Lidze Narodów, to są ku temu przyczyny. Gdyby była zdrowa jestem pewna, że Malwina byłaby na tym turnieju.

GM: Właśnie, mistrzostwa świata. W tym roku w Polsce i Holandii. Jak pani się na to zapatruje?

MS: Ja jestem bardzo zadowolona, że te mistrzostwa będą rozgrywane w naszym kraju i przede wszystkim, że możemy w nich wystąpić. To jest bardzo ważna informacja. Od nas bardzo dużo się wymaga, ale samo wystąpienie w takim turnieju to już jest prestiż. Oczywiście mamy swoje cele, które kiedyś na pewno przyjdą, o które kiedyś będziemy walczyć, ale na razie musimy sobie zdać sprawę jaką jesteśmy reprezentacją.

GM: To jaką jesteśmy reprezentacją? Na co nas stać?

MS: Jesteśmy silną reprezentacją, która naprawdę może zaskoczyć. Nie chcę jednak nic deklarować ani obiecywać, żeby potem nie było mi to wytykane.

GM: To wróćmy jeszcze do spraw klubowych. Kolejne lata we Włoszech, czy może myśli pani o zmianie i występie w którymś z klubów tureckich, co ponoć jest pani marzeniem?

MS: Czuję się bardzo dobrze tutaj we Włoszech i to pod każdym względem. Dlatego myślę, że będę kontynuować swoją karierę siatkarską we Włoszech. Nie ukrywam jednak, że chciałabym spróbować gry w lidze tureckiej, która też bardzo mi się podoba. Z uwagi na miejsce, atmosferę, a zwłaszcza kibiców. Dlatego chętnie spróbowałabym gry w którymś z czołowych klubów tej ligi.

GM: To co panią tak pociąga w lidze tureckiej?

MS: Chciałabym przeżyć, to o czym słyszę od innych. Moja wieloletnia idolka Gosia Glinka grała w lidze tureckiej i bardzo sobie ją chwaliła. Mam też bliską koleżankę grającą w tej lidze, która ciągle do mnie dzwoni i mnie namawia do tego żebym się przeniosła. Turcja zresztą się bardzo zmieniła, co widzę jak jeździmy tam na różne turnieje. To nie jest już niebezpieczny kraj, jak się niektórym może wydawać. Wiele rzeczy mi się tam podoba, może z wyjątkiem korków w Stambule. Tak to jest. Jeden chce zagrać w Rosji inny w Brazylii czy Włoszech, a ja chcę zagrać w Turcji.

rozmawiał: Grzegorz Mędrzejewski

Stabilizator A2-DX