fbpx

Magdalena Stysiak

Magdalena Stysiak

skrzydłowa reprezentacji Polski

Z powodu kontuzji kolana nie może pomóc reprezentacji Polski w rozgrywkach Ligi Narodów. W rodzinnym Wieluniu rehabilituje się z myślą o mistrzostwach świata w Polsce i Holandii oraz o Włoszech, w których Magdalena Stysiak zatrzymało słodkie życie, szybkie samochody i siatkówka.

Grzegorz Mędrzejewski: Po zdobyciu wicemistrzostwa Włoch przedłużyła Pani kontrakt z Vero Volley Monza. Jakie ma Pani związane z tym emocje?

Magdalena Stysiak: Bardzo jestem zadowolona. Wiem, że w tym klubie mogę się rozwijać. Jest to klub z dużymi ambicjami i fajną energią. Od kilku lat Vero Volley Monza jest w Serie A1, czyli najwyższej klasie rozgrywkowej. Z roku na rok pokazuje coraz lepszy poziom i zajmuje coraz wyższe miejsce. Dwa lata temu był trzecie miejsce, w tym roku jest drugie, więc w następnym roku musi być mistrzostwo.

GM: Podpisała Pani umowę z klubem bez chwili zastanowienia?

MS: Wiadomo, człowiek zawsze się zastanawia co będzie dla niego najlepsze, ale nie trwało to długo. Przedyskutowałam propozycję z moim menedżerem i podpisałam kontrakt na rok. 

GM: To chyba dowód na to, że nazwisko Stysiak stało się już marką we Włoszech?

MS: Vero Volley Monza wyrażał chęć podpisania ze mną kontraktu nawet na dłuższy okres. Klub jest ze mnie zadowolony, ja z klubu. Nadajemy na wspólnych falach i to jest miłe.

GM: Co powoduje, że nadajecie na wspólnych falach i że chce Pani tam zostać?

MS: Na to składa się wiele rzeczy. Atmosfera w drużynie, atmosfera poza nią, ludzie którzy pracują w klubie, otoczenie. Ja bardzo dobrze się tam zaaklimatyzowałam i mam bardzo dobry kontakt ze wszystkimi. Od zarządzających klubem, przez trenerów, zawodniczki, po osoby dbające o porządek, czy jak Giacomo pracujących w klubowym barze. Skoro człowiek czuje się gdzieś dobrze, to po co zmieniać. 

GM: Ma Pani w Monzie taką osobę z cienia, która jest dla Pani ważna nie tylko ze sportowego punktu widzenia? 

MS: Myślę, że właśnie Giacomo jest kimś takim. Spędzamy w barze klubowym dużo czasu. Przed wyjazdami na mecze jemy tam obiady, przed treningiem wpadam często na kawę. Zawsze “zbijemy” piątkę, wesoło porozmawiamy. To jest też młody chłopak więc mamy dobry kontakt.

GM: I jak to Włosi woła z daleka “ciao bella”, czy witaj gwiazdo? 

MS: Woła “ciao Megi”, bo w klubie wszyscy wołają na mnie Megi. To miłe i potrzebne, móc porozmawiać z kimś spoza drużyny, klubu, z kimś z innego świata. Kiedy tyle się gra w siatkówkę, to już momentami nie chce się o niej rozmawiać. Człowiek jest tym wszystkim przeładowany, zmęczony. Takie osoby dają ten niezbędny oddech.

GM: To o czym lubi Pani podyskutować żeby się zdystansować od siatkówki?

MS: Rozmawiamy o wielu rzeczach dotyczących codziennego życia. O psach, o samochodach, których jestem entuzjastką. 

GM: Odkłada Pani na Ferrari?

MS: Szczerze mówiąc to nie podobają mi się te samochody. Lubię co prawda szybkie auta, ale akurat nie Ferrari. Wolę Porsche. Zresztą raz wypożyczyłem sobie na weekend do przetestowania. Mam takie upodobanie motoryzacyjne i często wracając do Polski wypożyczam jakieś fajne auto żeby się przejechać, ale na swoje się jeszcze nie zdecydowałam.

GM: Może zatem skusi się Pani na przejażdżkę po torze wyścigowym? Daleko nie jest.

MS: Tak właśnie, przecież w Monzie mamy po sąsiedzku tor formuły 1. Co prawda nie byłam jeszcze na nim, bo nie było zawodów, ale myślę że to kwestia czasu żeby się przejechać. Może nawet bolidem. W końcu jeden z moich sponsorów ma zespół F1 i nawet mam w kontrakcie obiecaną taką atrakcję. 

GM: Wracając do siatkówki. Przyplątała się kontuzja kolana, jak to wygląda na ten moment?

MS: Na ten moment dwa razy dziennie chodzę na rehabilitację, ale chciałabym jak najszybciej wrócić do gry. Co prawda nie uda mi się chyba wrócić na Ligę Narodów, nawet na ten ostatni turniej, ale chciałabym być w pełni gotowa na mistrzostwa świata, które w tym roku gramy w Polsce i Holandii.

GM: Ale operacji udało się uniknąć?

MS: Zabieg operacyjny na szczęście nie był konieczny. Miałam ostrzykiwania z osocza bogato płytkowego, ale udało się obyć bez operacji. Teraz się rehabilituję korzystając między innymi z produktów firmy Zamst. Mam specjalne małe woreczki z lodem z opaską uciskową, do takiej mini krioterapii. To bardzo pomaga w szybszej regeneracji. W takim reżimie będę jeszcze przez dwa, trzy tygodnie. Potem polecę na jedną konsultację lekarską i od lipca chciałabym wznowić treningi. Oczywiście konieczne będzie używanie stabilizatora, których kilka rodzajów też dostarczył mi Zamst, ale mam nadzieję, że wszystko będzie już dobrze i że będę mogła szybko wrócić do gry.

GM: Zatem rehabilitacja w kraju?

MS: Tak jestem w swoim rodzinnym Wieluniu, gdzie mam wszystko co jest mi potrzebne do odpowiedniej rehabilitacji. Do tego pobyt w domu, z rodziną, mamą, tatą bratem, babcią bardzo pomaga. Dobrze jest pobyć w domu, szczególnie po tak długiej nieobecności. Wiadomo, człowiek tęskni, więc cieszę się tą atmosferą, bo od lipca znów na pierwszy planie będzie siatkówka.

rozmawiał: Grzegorz Mędrzejewski

Stabilizator A2-DX